SsangYong Korando D22T Sapphire. Odświeżony SUV z Korei - TEST

SsangYong Korando D22T Sapphire. Odświeżony SUV z Korei – TEST

Największym wydarzeniem, jeśli chodzi o ruchy rynkowe SsangYonga w 2017 roku była bez wątpienia premiera nowego Rextona G4. Koreańczycy nie zapominają jednak o innych modelach, które na rynku obecne są już od pewnego czasu i 2017 rok przyniósł również lifting mniejszego SUV’a w ofercie, czyli modelu Korando. Sprawdźmy jak sobie ten samochód radzi.

SsangYong Korando na rynku obecny jest on od 2011 roku. Już w momencie premiery niczym nie przypominał on starych modeli tego producenta, które – całkiem słusznie – dorobiły się reputacji jednych z najbrzydszych aut dostępnych w sprzedaży. Nowe Korando od zawsze miało ładną, obłą bryłę o odpowiednich proporcjach i miłe dla oka linie. Podczas premiery brakowało mu jednak trochę „pazura” – detali, które dodałyby jego obliczu agresywności i bardziej wyróżniły.

SsangYong Korando - galeria - 06

Pierwszy lifting, który miał miejsce kilka lat temu, sytuację po części zmienił, a ostatnie odświeżenie jeszcze poprawiło efekt – do takiego stopnia, że samochód w końcu tej wyrazistości stylistycznej ma tyle ile potrzeba, za sprawą nowego wzoru przednich świateł i zupełnie zmienionego grilla. Podostrzenie ominęło za to tylną część nadwozia, bo tam wszystko zostało po staremu – trochę żałuję, bo co prawda nie wygląda ona źle, ale chociaż dla zachowania spójności, bardziej wyraziste linie np. tylnych świateł też by nie zaszkodziły. Generalnie jednak odświeżony SsangYong Korando to naprawdę ładne auto, które może się podobać i które ma jeszcze jeden, dodatkowy atut – unikalność. Rzadko te modele spotykamy na ulicach, dlatego jazda takim SsangYongiem dla osób, które chcą wyróżnić się z tłumu może być lepszym wyborem, niż kupno większości innych modeli konkurencji, które widuje się „na co drugich światłach”.

SsangYong Korando - wnętrze - 01

Wnętrze Korando

W kabinie SsangYonga w zakresie zmian tą najbardziej zwracającą uwagę, jest bez wątpienia kierownica. Poprzednia była wyjęta jak z innej epoki i negatywnie wpływała na odbiór całości. Nowe koło kierownicze jest zupełnie inne – nowoczesne, wygodnie wyprofilowane i przede wszystkim bardzo ładne. Odmienione zostały też zegary, którym wzorem np. modelu Tivoli możemy zmieniać kolor podświetlenia pierścieni tarcz – bajer ten dostępny jest tylko w najbogatszej wersji Sapphire. Ten dodatek to raczej kosmetyka, ale sama zmiana kształtu zestawu wskaźników wyszła SUV’owi SsangYonga zdecydowanie na plus. Jest estetyczniej i nowocześniej.

SsangYong Korando - wnętrze - 06

Poza tymi dwoma zmianami niewiele więcej w kabinie Korando zostało poprawionego. Elementy na prawo od miejsca pracy kierowcy zostały po staremu – mamy zatem klasyczny układ z ekranem dotykowym na górze, panelem klimatyzacji pod nim i tandetnie wyglądającym schowkiem oraz gniazdem zapalniczki, HDMI i USB poniżej. Żałuję, że ten schowek nie został jakoś przemodelowany, bo konsola centralna jest miła dla oka, wykończona dodatkowo dobrej jakości, matowym materiałem – a ten ziejący otwór i wejścia HDMI i USB psują trochę ten efekt. Chociaż muszę przyznać, że pod względem prostoty wpinania w nie różnych kabli są umiejscowione wzorowo.

SsangYong Korando - wnętrze - 07

Wspomniałem już o tworzywie użytym do wykończenia tunelu środkowego – czas dopowiedzieć jak się sprawy mają w innych miejscach kabiny. Cała górna część deski rozdzielczej i drzwi wykończona została bardzo miłym zarówno w dotyku jak i wyglądzie, miękkim tworzywem. Poniżej – pod linią wyznaczaną przez połyskujące, poziome wstawki na wysokości zegarów – jest już twardo, ale też jakość plastików nie kłuje w oczy. Generalnie zatem pod względem jakości wykonania i spasowania nie można się do niczego przyczepić – nie jest to oczywiście jakość jak w aucie premium, ale na co dzień wrażenia są pozytywne.

SsangYong Korando - wnętrze - 08

Nie tak jednoznacznie wypada prostota obsługi, bo tutaj dobre rozwiązania mieszają się z dwiema wpadkami. Dobrym rozwiązaniem bez dwóch zdań jest umieszczenie pod ekranem, który znajduje się na konsoli centralnej, fizycznych przycisków do poszczególnych funkcji, a także pokrętła do sterowania głośnością. To, w połączeniu z nieprzeładowaniem funkcjami systemem multimedialnym sprawia, że nawigowanie po nim jest wyjątkowo proste i w mig połapie się w nim każdy. Dodatkowo nic się nie zawiesza, ekrany ładują się szybko – z tym jest bardzo dobrze. Niestety trafiłem na dziwną przypadłość, w której po zapauzowaniu muzyki przesyłanej przez Bluetooth, odtwarzanie automatycznie zostawało wznawiane po około 1 sekundzie. Nieraz trzeba było dotknąć przycisk na ekranie po 5-6 razy, aby w końcu pauza okazała się skuteczna. Może była to wina mojego telefonu (Sony Xperia Z5 Compact z fabrycznym oprogramowaniem, więc nie żadna prehistoria z Androidem sprzed 5 lat), ale w żadnym innym aucie takich problemów nie było – a parowałem ten smartfon już z około 40 modelami. Stawiam więc, że ten denerwujący drobiazg powoduje jakiś błąd w oprogramowaniu samochodu.

SsangYong Korando - wnętrze - 05

Drugą wpadką jest zostawienie przycisku do sterowania komputerem pokładowym na konsoli centralnej, podczas gdy na nowej kierownicy z prawej strony jest niewykorzystywany przełącznik, który idealnie by do obsługi „kompa” pasował. Obsługa tym jednym przyciskiem polega na dłuższym wciśnięciu służącym jak „Enter” i krótszym do przełączania kart lub przechodzenia przez opcje w menu. Obsługa tego na co dzień wygląda lepiej, niż brzmi – dodatkowo bardziej zaawansowane operacje wykonujemy tam na tyle rzadko, że nie ma z tym problemów. Boli po prostu fakt, że tego sterownika nie przeniesiono na kierownicę. Tak jak przeniesiono obsługę tempomatu – która kiedyś była manetką pod kołem kierowniczym. Teraz ma swoje przyciski zawsze pod ręką i obsługuje się je wybornie. Podobnie jak audio i telefon, które znajdują się po lewej stronie kierownicy – tutaj ergonomia jest wzorowa.

SsangYong Korando - wnętrze - 12

Tylna część nadwozia

Przemieszczając się z przodu SsangYonga Korando, do jego tylnej części od razu dostrzec można odpowiednią ilość miejsca na nogi. Przy swoich 185 centymetrach, gdy ustawiłem przedni fotel „pod siebie” i usiadłem „za sobą”, to wolnego miejsca miałem jeszcze trochę ponad 10 centymetrów, więc mogłem się spokojnie rozsiąść. Co warte podkreślenia osoba podróżująca w środku również nie będzie narzekać, bo tunel środkowy w opisywanym modelu po prostu nie istnieje – podłoga jest idealnie płaska.

SsangYong Korando - wnętrze - 13

Wyższe osoby w drugim rzędzie siedzeń za to będą mogły mieć pewne problemy nad głową, jeśli usiądą w Korando wyposażonym w szyberdach. Wszystko dlatego, że osłonka, którą okno dachowe można zasłonić jest masywna i sztywna, przez co zajmuje bardzo dużo miejsca i obniża linię dachu. Sprawia to, że siedząc w Korando z tyłu trzeba być chociaż w miarę wyprostowanym, bo tylko wtedy głowa znajduje się w miejscu, gdzie linia dachu się podwyższa i dostajemy do dyspozycji odpowiednią ilość miejsca – w moim przypadku było to jakieś 7 centymetrów. Przechylenie głowy do przodu sprawia, że zaczyna ona stykać się z podsufitką. Warto wziąć to pod uwagę, myśląc nad wydaniem 2000 zł ekstra na szyberdach.

SsangYong Korando - wnętrze - 14

W bagażniku do dyspozycji dostajemy rozsądną pojemność 500 litrów – nie największą, ani nie najmniejszą w klasie, ale w pełni wystarczającą do większości normalnych zastosowań. Na zakupach czy wyjeździe rodzinnym przestrzeni nie powinno brakować. Jakby ktoś chciał ukryć w kufrze jakieś drobiazgi, to pod podłogą dostaje praktyczną drugą podłogę, z różnymi przegródkami np. na apteczkę czy narzędzia. Jeszcze pod nią w egzemplarzu testowym znajdowało się dojazdowe koło zapasowe.

SsangYong Korando - wnętrze - 15

Wrażenia z jazdy

Pod maską odświeżonego Korando pracować może jedna z dwóch jednostek napędowych – słabsza benzyna lub mocniejszy diesel. W testowanym egzemplarzu znajdował się silnik wysokoprężny i chociaż nieszczególnie cieszyłbym się płacąc za niego (15 000 zł więcej, niż za benzynę), to właśnie D22T pod maską SUV’a SsangYonga na co dzień zapewne wolałbym mieć.

SsangYong Korando - galeria - 03

Wynika to chociażby z jego dynamiki, która według moich pomiarów przekłada się na czas 8,9 sekundy potrzebny , do osiągnięcia 100 km/h startując z miejsca. Nie jest to przesadnie wyścigowa wartość, ale muszę przyznać, że jak się usiądzie za kierownicą i „depnie” pedał gazu, to wrażenia są bardzo przyjemne. Dzięki dużemu momentowi obrotowemu samochód bardzo żwawo przyspiesza, nawet przy wyższych prędkościach, więc z manewrami wyprzedzania gdzieś poza miastem nie ma problemów. Subiektywne odczucia ze zwiększania prędkości potęguje jeszcze lekko przechylające się do tyłu nadwozie – bo Korando zawieszone jest z priorytetem położonym na komfort jazdy.

SsangYong Korando - jazda

Takiej dynamice towarzyszy całkiem przyjemne – jak na gabaryty samochodu – spalanie. W mieście normalna jazda oznacza wyniki w okolicach 8,5 litra, a gdy wjechałem na zakorkowane ulice w godzinie szczytu, to najwięcej spaliłem 9,3 litra. Przy czym wtedy ruch był naprawdę duży. Tradycyjnie najlepiej spalanie wypada na trasie – tam Korando zadowala się 5,5-6 litrami. Te wartości są moim zdaniem dobre jak na masę samochodu i też słuszną moc. Jedynie rozczarowuje wynik z autostrady, bo 9,2 litra przy tempomatowych 140 km/h szału nie robi.

SsangYong Korando - wnętrze - 10

Na te wyniki spalania wpływał też automat, który znalazł się na pokładzie testowanego egzemplarza. Według producenta zwiększa on spalanie o 2 litry w mieście i 1 litr na trasie. Zwiększa on też wyraźnie cenę, bo wymaga dopłaty ekstra 13 000 zł i muszę przyznać, że gdybym kupował Korando dla siebie to miałbym dylemat. Z jednej strony to jest kupa kasy, a z drugiej jazda z tą automatyczną skrzynią to sama przyjemność. Nie jest ona co prawda mistrzem świata jeśli chodzi o szybkość zmiany przełożeń, ale jest w pełni wystarczająca do samochodu o tej charakterystyce. Za to świetnie wypada pod kątem płynności – nie da się jej praktycznie „zagiąć” jakimś kickdownem czy inną ostrzejszą reakcją pedału gazu, bo ona po prostu wbija taki bieg, jaki trzeba i robi to bez szarpnięć.

SsangYong Korando - galeria - 01

Skrzynia wypada bardzo pozytywnie, ale sposób prowadzenia SsangYonga Korando już niestety mniej. Kierownica według mnie pracuje zbyt lekko, a sam samochód dosyć ospale reaguje na jej ruchy. Sprawia to, że tzw. „czucie” auta w zakrętach jest tutaj przeciętne i nie skłania do szybszej jazdy. Takie zestrojenie sprawia za to, że Korando nie myszkuje przy wyższych prędkościach i prowadzi się pewnie podczas normalnej jazdy. Nie jest to zatem coś dokuczającego za dnia, ale fakt zostaje, że w tej klasie można znaleźć samochody, które pozwolą na więcej w zakrętach i dadzą z ich pokonywania więcej frajdy.

SsangYong Korando - galeria - 08

Aby zakończyć opisywanie właściwości jezdnych pozytywnym akcentem wspomnę jeszcze o komforcie, którego samochód dostarcza bardzo dużo. Korando nie sprawdzi się, gdy będziemy chcieli cisnąć ostro w zakrętach, ale gdy będziemy chcieli bezstresowo i płynnie pokonywać kolejne kilometry – będzie radzić sobie bez zarzutu. Dbać o to będą bardzo wygodne fotele oraz zawieszenie, które zarówno dobrze izoluje pasażerów od niedoskonałości drogi, jak i nie hałasuje na nich przesadnie. Testowany SsangYong nie był wyposażony w napęd 4×4 (wymagający dopłaty 7 000 zł), więc o właściwościach terenowych za bardzo nie mam co powiedzieć. Pojechałem nim na zabłoconą podmiejską drogę, pokonywałem krawężniki w mieście – problemu z tym nie było.

SsangYong Korando - galeria - 05

Cena i podsumowanie

Testowy egzemplarz był bardzo hojnie doposażony – poza wspominanym napędem 4×4 miał on na pokładzie wszystko, co można do Korando zamówić. Przełożyło się to na kwotę 129 990 zł, czyli jak na tę klasę samochodów w pełni akceptowalną i konkurencyjną, ale wciąż sporą. Przeglądając cennik SY zauważyłem jednak, że jeśli ktoś nie jest bardzo przywiązany do klekotu diesla i odpoczywającej – dzięki automatowi – lewej nogi, to może znacznie ją obniżyć. Wersję Sapphire z szyberdachem, ale też z manualem i silnikiem benzynowym o mocy 149 KM, można kupić już za 101 990 zł. I dalej dostajemy wtedy nawigację, podgrzewane i skórzane fotele (zarówno z przodu jak i z tyłu), podgrzewaną kierownicę czy pełną elektrykę. Nie ma na liście wyposażenia nowinek technologicznych pokroju systemu cross traffic alert czy wyświetlacza przeziernego HUD, ale wszystkie elementy, które mają gwarantować wygodną podróż, przy odpowiednim poziomie luksusu, już są. SsangYong swobodnie pozwala miksować (od środkowej wersji wyposażenia Quartz) skrzynie, silniki i napędy, więc każdy znajdzie tu coś dla siebie.

SsangYong Korando - galeria - 13

A czy warto w ogóle zacząć idealnej konfiguracji szukać w salonie SsangYonga? Moim zdaniem tak, bo Korando to naprawdę dobry i solidny samochód, którym przyjemnie mi się jeździło. Nie jest to model pozbawiony wad, które wynikają głównie z faktu, że jest on obecny na rynku już od kilku lat – liftingi część rzeczy mogą zamaskować, ale nie wszystkie. Patrząc po nowym Rextonie, gdyby Korando miało premierę dzisiaj, to inżynierowie SsangYonga wiele rzeczy rozwiązaliby inaczej – lepiej.

Ale jeśli ktoś nie poszukuje w samochodzie dużej ilości nowinek technologicznych, tylko preferuje aby wszystko było proste i żeby samochód komfortowo i bezproblemowo służył na co dzień, to Korando dobrze wywiąże się z tego zadania.

 

Galeria zdjęć:

Dane techniczne:

Silnik Diesel 2.2 D22T, 178 KM (4000 rpm), 400 Nm (1400-2800 rpm)
Przeniesienie napędu 6-biegowa skrzynia automatyczna, przednie koła
Spalanie (miasto, trasa, średnie) 8,4 l / 5,4 l / 6,5 l (test: 7,4 l)
Osiągi V-max 185 km/h, 0-100 km/h w 8,9 sekundy
Cena 69 990 zł (Crystal Base z silnikiem benzynowym) / 99 990 zł (Sapphire z silnikiem benzynowym) / 129 990 zł (egzemplarz testowy)
  • Kornel

    Mój brat kupił go sobie i muszę powiedzieć że choć na początku byłem sceptycznie nastawiony to teraz widzę że to naprawdę porządny samochód. Dobrze się go prowadzi i jest wygodny dla pasażerów.