Silniki diesla i zakaz wjazdu do miast? Te przepisy z 3 powodów nie mają sensu

Silniki diesla i zakaz wjazdu do miast? Te przepisy z 3 powodów nie mają sensu

Zmiany proekologiczne w motoryzacji są faktem i co do tego nikogo nie trzeba przekonywać. Nie uważam, żeby było to złe, jednocześnie nie można „wylewać dziecka z kąpielą”, a tak trochę wyglądają włodarze europejskich miast, którzy chcą, by diesel pod maską samochodu nie miał do nich wstępu – chyba, że spełnia normę EURO 6. Z 3 powodów jest to zupełnie bez sensu.

1. Nie auta trują najbardziej

W tym przypadku wyliczanki nie zacznę od kwestii najmniej istotnej, by przejść do tej najważniejszej, a od razu zajmę się argumentem koronnym. Do napisania tego tekstu skłoniła mnie informacja, że Monachium, Stuttgart i Hamburg planują ograniczyć możliwość wjazdu diesli w dniach, gdy jakość powietrza jest słaba. Wtedy tylko te jednostki wysokoprężne, które spełniają wyżyłowane normy EURO 6 mogłyby wjechać bez narażania się na mandat.

Skoro ograniczenie będzie obowiązywać tylko wtedy, kiedy jakość powietrza ulegnie już pogorszeniu, to wypada zadać sobie pytanie: co powoduje owe pogorszenie? Odpowiedzią na to niech będzie sytuacja, którą obserwuję co roku w Polsce, ale nie jest ona na pewno ograniczona do terytorium naszego kraju. Co roku w zimie, gdy nie jest zbyt wietrznie, ale jest zimno, pojawia się smog. Urzędy alarmują, lepiej jest nie wychodzić z domu itp. W lecie, kiedy w sumie też nie zawsze jest intensywny wiatr, wskazania dotyczące zanieczyszczeń są zupełnie odmienne. Pomiary są w normie, nie ma się czego bać.

Tymczasem samochody przecież jeżdżą po miastach w Europie przez cały rok. Na wakacje może ruch się trochę zmniejsza, ale miesiące marzec-czerwiec nie są przecież miesiącami wakacyjnymi, a smogu nie widać. Zatem wypada zastanowić się co ten smog faktycznie powoduje. Według mnie główną przyczyną wcale nie są samochody i silniki diesla, a raczej to, jak intensywnie (i czym) ludzie palą w piecach gdy jest zimno. Gdyby auta były winowajcą, to smog utrzymywałby się przez cały rok, a nie tylko w miesiącach zimowych. Dlatego lekarstwa na złą jakość powietrza trzeba poszukać w miejscach, które pogarszają je (w skali 1-10) o np. 5 punktów, a nie skupiać się czynniku, który obniży ogólną wartość o 0,2.

Warszawa - centrum

2. Sytuacje są różne

Jest to krzywdzące, ponieważ sytuacje są bardzo różne. Ktoś może zachorować, mieć akurat coś do załatwienia w mieście – powodów może być tysiące. Taka osoba nie powinna być zmuszona do zakupu nowego samochodu, bo kiedyś może się tak niefortunnie złożyć, że powietrze będzie złe, a ona będzie musiała pojechać do miasta.

Tutaj rozwiązaniem jest wprowadzenie dodatkowej opłaty za wjazd w dniu, kiedy jakość powietrza jest zła. Wtedy jednak idea tego przepisu się trochę wypacza w świadomości opinii publicznej. Zamiast dbałości o ekologię, robi się kolejna opłata, która została wymyślona w imię dbałości o ekologię. W niektórych, awaryjnych sprawach byłoby to lepsze, niż jazda z ryzykiem otrzymania mandatu, ale generalnie nie tędy droga.

3. Ekologiczność aut ekologicznych

Ostatnia kwestia to fakt, jakie auto postrzegamy za ekologiczne, a jakie nie. Wiadomo, że stare trupy, które ostatni raz na przeglądzie były w okresie, w którym Titanic wchodził na ekrany kin nie powinny jeździć po drogach – nie tylko w dni, kiedy powietrze jest gorszej jakości. Ale nawet nowe samochody, uchodzące za ekologiczne, wcale takie w końcowym rozrachunku nie są.

Często patrzymy na końcowy wskaźnik ekologiczności, czyli średnie spalanie. „Nasza hybryda spali 3 litry na 100 kilometrów”. Brzmi to fajnie bez względu na to, w jak oderwanych od rzeczywistości warunkach taki rezultat został osiągnięty.

Jazda w zimie

Ale myśląc o ekologiczności trzeba patrzeć szerzej. Na to, że nadwozia hybryd muszą być zrobione z lżejszych materiałów, aby kompensowały one wagę baterii – a co za tym idzie te materiały często wymagają znacznie więcej energii do obróbki. Że baterie też trzeba wytworzyć, a później utylizować, gdy przestaną nadawać się do użytku. Finalnie (to tyczy się aut w 100% elektrycznych), że ich eko-przyjazność jest tak duża, jak technologia wytwarzania prądu, który ładuje ich akumulatory. Jeśli samochód elektryczny ładuje się z gniazdka, które zasilane jest poprzez spalanie węgla, to w 100% „zielony” on nie jest.

Na ten temat pisać i dyskutować można długo. Ja też nie twierdzę, że samochody nie zanieczyszczają środowiska, ale jeśli popatrzymy na masę innych działań człowieka zatruwających atmosferę, to wcale nie są aż takie złe. Na pewno nie aż tak, by w zimie nie wpuszczać aut z silnikiem diesla do miast.