Need for Speed: Payback - trailer i pierwsze informacje nie nastrajają zbyt pozytywnie

Need for Speed: Payback – trailer i pierwsze informacje nie nastrajają zbyt pozytywnie

W 2016 roku EA dało odpocząć Need for Speed, która eksploatowana jest jak mało która inna seria gier wyścigowych. 2017 rok to jednak jej powrót, wraz z odsłoną Payback. Pojawił się pierwszy zwiastun, pokazujący swoją drogą całkiem sporo, a także informacje czego możemy się spodziewać. I osobiście nie jestem za bardzo do nowej odsłony serii NFS pozytywnie nastawiony.

Ponieważ obraz wyraża czasami tyle, co 1000 słów – zacznę od trailera:

To, co w nim widzimy potwierdzają słowa producentów oraz udostępnione w komunikacie prasowym oficjalne informacje. W grze będziemy mieli klimat rodem z filmu Szybcy i Wściekli. Nie będzie brakowało zatem ucieczek przed policją, rozwałki czy misji polegających na kradzieżach samochodów. Dodatkowo mapa ma być otwarta, a gra posiadać fabułę. Urozmaiceniem ma być możliwość jazdy offroadowej. Osią historii ma być walka z gangiem, który terroryzuje okolicę, który zwie się The House.

Poniżej w kilku punktach przedstawię czemu taki koncept na grę sprawia, że po Need for Speed: Payback nie obiecuję sobie zbyt wiele:

1. Fabuła

Kupując gry samochodowe oczekuję po nich dobrego modelu jazdy, fajnych samochodów i ciekawie zaprojektowanych tras. Fabuła jest ostatnią rzeczą, która powinna się pojawić w samochodówce, bo w tego typu grze po prostu się ona nie sprawdza. W przygodówkach, RPG’ach czy grach akcji dobra historia motywuje do działania, możemy utożsamiać się z bohaterami i przeżywać niesamowite przygody.

Need for Speed Payback - Porsche w roli głównej

W grze, gdzie cały gameplay polega na jeździe samochodem wstawki fabularne są moim zdaniem po prostu bezsensowne, bo i tak nie wnoszą nic do samej gry. Dodatkowo fakt, że rozwój linii fabularnej musi w takim NFS: Payback (czy dowolnej innej produkcji o samochodach) opierać się na schemacie „przerywnik przedstawiający cel -> wyścig w którym musimy zrealizować cel -> kolejny przerywnik z celem” sprawia, że historia musi być tam niesamowicie sztampowa. W rezultacie bardziej przeszkadzająca, a nie motywująca do gry.

2. Otwarty świat

Gry samochodowe powinny mieć zróżnicowane i unikalne trasy. Tworząc kilkanaście odrębnych torów jeden z nich można ulokować gdzieś w górach, drugi w lesie, trzeci w mieście i każdy z nich dopracować. Tworząc jedną, dużą mapę siłą rzeczy nie może być ona tak różnorodna i dopieszczona, jak zbiór osobnych tras. W Need for Speed: Payback na pewno różne części mapy będą miały odmienny styl, ale to tylko półśrodek.

I tak nie osiągnięta zostanie taka różnorodność, jak kiedyś np. w NFS: Porsche 2000. Tam w ciągu 15 minut mogliśmy zaliczyć wyścig w niemieckich lasach Schwarzwaldu, w ośnieżonych Alpach i jeszcze zahaczyć o Monte Carlo. To miało swój klimat. Nie tylko dlatego, że było różnorodnie, ale też odwiedzaliśmy miejsca, którymi w prawdziwym świecie naprawdę chcielibyśmy pojechać za kierownicą Porsche. Gry samochodowe z otwartym, fikcyjnym światem są według mnie z niego odarte.

Need for Speed Payback - Ford Mustang

3. Klimat

Punkty 1 i 2 przekładają się na klimat rozgrywki. Nie jestem fanem filmu Szybcy i Wściekli. Wolę bardziej „techniczną” atmosferę, gdzie pierwsze skrzypce gra tor jazdy, opanowanie i poznanie samochodu, a nie efekciarstwo.

Tego właśnie brakuje mi w ostatnich NFS’ach. Czasami upakowanie do gry wszystkiego co się da nie jest idealnym rozwiązaniem. Miałem swojego czasu część tej serii o nazwie Rivals. Bardzo podobała mi się grafika, model jazdy był przyjemny, ale totalnie zniechęciły mnie do tej gry udziwnienia jeśli chodzi o gameplay. Nachalna policja i inne drobiazgi, które nie pozwalały po prostu przenieść się na trasę i jechać. W przypadku Need for Speed: Payback pewnie będzie podobnie.

O tym ostatecznie przekonamy się 10 listopada – na ten dzień ustalona została data premiery gry. Pojawi się ona na PC, PlayStation 4 oraz Xbox One w pełnej polskiej wersji językowej.