Jeep Wrangler 75th Anniversary Edition V6 3.6 284 KM. Terenówka z innego świata - TEST

Jeep Wrangler 75th Anniversary Edition V6 3.6 284 KM. Terenówka z innego świata – TEST

Pytając o umówienie kolejnego samochodu z koncernu FCA nie myślałem nawet o Jeepie Wranglerze. Bardziej miałem w głowie jakąś Alfę Romeo, niż tą kanciastą terenówkę. Los jednak chciał, że do testu trafił mi się właśnie Jeep i muszę przyznać, że ani przez sekundę od momentu, gdy odebrałem ten samochód, w mojej głowie nie pojawiła się myśl „szkoda, że nie jeżdżę czymś innym”. Wrangler to bowiem auto unikalne pod praktycznie każdym względem. Zapraszam na test, gdzie dokładnie przedstawię dlaczego tak jest.

Od razu na wstępie zaznaczę z jakiej perspektywy będę ten test pisał. Nie będzie to na pewno spojrzenie konesera off-roadu, z przedstawieniem technicznych szczegółów dotyczących budowy napędu czy kąta natarcia. Jestem przeciętnym kierowcą, który 95% czasu spędza na asfalcie, a pozostałe 5% stanowią szlaki gruntowe, które są pewnie bohaterami żartobliwych anegdotek prawdziwych weteranów jazdy po bezdrożach. I właśnie taki bagaż doświadczeń przyjmę jako punkt wyjścia.

Jeep Wrangler - teren to jego żywioł

Z innego świata

Sylwetkę Jeepa Wranglera zna praktycznie każdy. Nawet jeśli nie interesuje się motoryzacją, to gdzieś przemknęła mu się ta charakterystyczna linia – czy to na zdjęciach w muzeum XX wieku, czy to na jakimś filmie historycznym. Znamy tę bryłę, ale nie za często ją widujemy, bo takich samochodów na drodze dużo nie jeździ. Dlatego już wygląd – niezmienny od wielu lat – świadczy o tym, że ten Jeep jest tworem unikalnym. Zwłaszcza w tak skonfigurowanym, jak egzemplarz testowy.

Wystarczy tylko na niego spojrzeć i samo nasuwa się skojarzenie, że to auto dopiero wróciło z walk gdzieś na pustyni, a podczas powrotu dobrał się do niego jakiś amerykański patriota z talentem plastycznym. Samochód w kolorze Mojave Sand, z flagą USA na atrapie chłodnicy, z żółtą buźką na osłonie koła zapasowego, dodatkowo z kilkoma elementami stylistycznymi wersji 75th Anniversary Edition, wyglądał po prostu niesamowicie. Jeśli ktoś poszukuje auta, którym naprawdę wyróżni się na ulicy – niech nie udaje się w kierunku salonów Mercedesa czy BMW. Lepiej będzie, jak swoje kroki skieruje do punktu sprzedaży Jeepa – efekt gwarantowany.

Jeep Wrangler - wnętrze

Niemniej unikalnie we wnętrzu. W jakim innym samochodzie znajdziemy w końcu gołą blachę zamiast podsufitki czy materiałowe paski blokujące drzwi przed zbyt intensywnym otworzeniem się (które dodatkowo można zdjąć i wtedy drzwi otwierają się pod kątem ponad 90 stopni)? Ja jeszcze w takim nie siedziałem. Wszystko jest tu siermiężne, jakby wyjęte prosto z filmu wojennego lub jakiejś opowieści o twardzielach pokroju Rocky’ego. Tworzy to niesamowitą atmosferę. Ten oldschool wsparty został kilkoma, w pełni współczesnymi elementami, takimi jak system audio z nawigacją (siedzi tu znany np. z Fiatów Uconnect), komputer pokładowy czy tempomat.

Dodatkowo w kilku miejscach widać tu trochę luksusu – fotele w większości wykonane są z brązowej, miłej w dotyku skóry. Równie fajna skóra znalazła się na kierownicy. Generalnie jednak, patrząc tak zupełnie obiektywnie i porównując Jeepa z innymi popularnymi modelami np. Volkswagena czy Renault, wnętrze okaże się archaiczne i słabej jakości. Zwłaszcza jeśli skonfrontuje się je z ceną auta. Ale nie potrafię patrzeć na nie w ten sposób, ponieważ w Wranglerze każdy archaizm, połać gołej blachy czy twardy plastik sprawia wrażenie pieczołowicie przemyślanego – „w tym modelu tak musi być”.

Atrapa w Jeepie Wrangler

Wspomniałem już o cenie, więc warto powiedzieć o niej parę słów więcej. Jeep Wrangler spokojnie może pod tym względem konkurować z autami klasy premium. Testowy egzemplarz w odmianie limitowanej 75th Anniversary Edition, cechującej się obecnością na pokładzie praktycznie wszystkich możliwych elementów wyposażenia, wyceniony został na 202 200 zł. Podstawowa wersja testowanego modelu kosztuje 156 100zł – tam dodatków jest zdecydowanie mniej, ale silnik pod maską siedzi ten sam.

Amerykańskie serce

Jest nim benzynowa jednostka 3.6 litra V6, która generuje 284 konie mechaniczne. Nie ma tu zatem żadnych kompromisów, turbosprężarek mających zmniejszyć pojemność, przy zachowaniu odpowiedniej dynamiki. Jest klasyczny silnik, jakby żywcem wyjęty z czasów, kiedy o downsizingu nikt nie myślał. Ze wszystkim zaletami i wadami tego typu konstrukcji.

Jeep Wrangler - mocny silnik V6

Niewątpliwą zaletą jest kultura pracy. Podczas normalnej jazdy lub na postoju ta jednostka pracuje rewelacyjnie wręcz kulturalnie – nie wpada w wibracje, wydaje aksamitny dźwięk. Gdy się ją przyciśnie i gdy wskazówka obrotomierza dochodzi do końca skali, zaczyna się prawdziwa uczta dla zmysłów. Dźwięk jest wyjątkowo przyjemny, a wrażenie potęguje zawieszenie – tył nurkuje, przód unosi się do góry, a samochód startuje ku pierwszej „setce”, która pojawia się na prędkościomierzu po 8,2 sekundy. Nie trzeba daleko szukać, żeby znaleźć auta mogące pochwalić się lepszymi osiągami, ale bardzo ciężko znaleźć jest samochody, w których tak „soczyście” odczuwa się przyspieszenie z gazem w podłodze.

Jeśli chodzi o wady, to jest właściwie tylko jedna i niezbyt zaskakująca – spalanie. Duży silnik, słaba aerodynamika, charakterystyka jednostki napędowej, wręcz prosząca się o mocniejsze wciśnięcie pedału gazu co jakiś czas – te wszystkie elementy skutkują dużym apetytem na paliwo. W mieście spokojnie 14-16 litrów Jeep Wrangler z silnikiem V6 wciągnie. Na trasie producent deklaruje spalanie na poziomie 10 litrów, ale trzeba się mocno katować, aby tyle wyciągnąć. Trochę przyspieszania, jakieś wyprzedzanie i robi się 11-12 litrów. Średnio trzeba liczyć się z ubytkiem 13-14 litrów na 100 kilometrów.

Jeep Wrangler - zegary

Dla poszukujących oszczędności w ofercie znajduje się jeszcze diesel 2.8 CRD o mocy 200 KM. On na pewno zaoferuje niższe spalanie, ale gdybym miał kupować Wranglera dla siebie, to i tak brałbym benzynę 3.6 V6.

Wrażenia z jazdy

Kolejny element, który odróżnia Jeepa od innych samochodów to pozycja za kierownicą – zdecydowanie wyższa, niż przeciętnie. W tej terenówce siedzi się na pułapie zbliżonym do kierowców autobusów, więc wszystko doskonale widać. W ogóle Wrangler to taki terenowy odpowiednik Smarta ForTwo, ponieważ auto wcale nie jest przesadnie długie, a tylna kanapa niemal styka się z tylną szybą. Sprawia to, że nawet brak czujników parkowania czy kamery cofania nie okazał się problemem, bo manewrowanie opierając się tylko na swoich zmysłach przychodzi w Jeepie nadspodziewanie łatwo. Jeśli dodamy do tego bardzo mały promień skrętu to z tego równania wychodzi nam, że testowany model jest… całkiem niezłym wyborem do miasta.

Jeep Wrangler - felgi 18 cali

I tak faktycznie jest, bo średniej wielkości SUV’ami czy crossoverami, gdzie widoczność poświęcona została na rzecz efektownego designu, jeździ się ciężej w miejscach, gdzie przestrzeń jest ograniczona. Zatem jeśli ktoś chce kupić Wranglera, ale większość czasu spędza i tak w terenie zabudowanym, to zakupu przeklinać nie będzie. Co najwyżej podczas wizyt na stacjach benzynowych.

Poza miastem Jeep czuje się już trochę gorzej. Wynika to z jego konstrukcji i charakterystyki układu jezdnego. Samochód jest bardzo wysoki, na dodatek ma duży prześwit, co skutkuje wyższym, niż w zwykłej osobówce środkiem ciężkości. Do tego dochodzi fakt, że zawieszenie zostało zestrojone miękko – w terenie sprawdza się super, bo auto sunie po drogach gruntowych jak po szynach, ale na nierównościach na asfalcie dosyć mocno się buja. Całości dopełnia czuły i nie stawiający dużego oporu układ kierowniczy. Znowu dobry w terenie, nie taki dobry na trasie, przy wyższych prędkościach.

Jeep Wrangler 2017

Trudno wytykać jest Wranglerowi taką charakterystykę, bo to przecież samochód terenowy. Jak ktoś chce szaleć po zakrętach, to kupuje co innego. Po prostu, o ile w mieście Jeep sprawdza się super ze swoją terenową budową, tak w trasie wyraźnie widać, że nie jest w swoim żywiole. Ale jeśli nie będziemy starać się naginać praw fizyki podczas jazdy, to przemieszczanie się za miastem w Jeepie będzie bardzo przyjemnym doświadczeniem. Wrangler to jedno z tych aut, którymi nie trzeba jechać szybko, żeby było fajnie.

Wrangler w terenie

Czas wspomnieć jeszcze o naturalnym dla tego samochodu środowisku, czyli terenie i nieutwardzonych szlakach. Tutaj mam jedno, zasadnicze przemyślenie – ciężko było mi znaleźć w Warszawie i okolicach jakieś wyzwanie dla tego samochodu. Piaszczyste leśne dróżki, „księżycowe” drogi gruntowe, koleiny, trawa, błoto. Nic nie jest w stanie zrobić na nim wrażenia. Zawieszenie sprężyście i pewnie pokonuje każdą nierówność i czuć, jakby mówiło „to wszystko na co Cię stać?”.

Jeep Wrangler - tył

Dlatego kupując Wranglera nie z przeznaczeniem „mieszkam na bagnach i muszę mieć samochód, który mnie tam dowiezie” możemy praktycznie zapomnieć o tym, że jakaś droga okaże się za trudna, że samochód się zakopie albo coś urwiemy. Po prostu widzi się jakąś nieutwardzoną drogę, wjeżdża się na nią i przejeżdża. Bez obaw, bez kalkulacji. W mało którym aucie można pozwolić sobie na taką beztroskę podczas wybierania drogi off-roadowej. Wspominałem, że Jeep to unikalny samochód?

Podsumowanie

Wranglera zdecydowanie nie należy oceniać porównując go do innych, „zwykłych” samochodów. Jeśli byśmy tak zrobili, to w przypadku, gdy ktoś nie zapuszcza się często w cięższy teren, to Jeep jest niezbyt fortunnym wyborem. Jest drogi, dużo pali, nie jest też zbyt praktyczny. Z tyłu miejsca na nogi jest mało, bagażnik ze swoimi 124 litrami jest naprawdę symboliczny.

Jeep Wrangler - bagażnik

Na Jeepa należy patrzeć jednak zupełnie inaczej. Jak na unikatowe auto, żywy dowód na to, jak zróżnicowana i ciekawa może być motoryzacja. Na dodatek takie, które będzie poprawiać humor kierowcy przy każdym kontakcie. I tak naprawdę jest. Większość współczesnych aut to fajne i bardzo praktyczne konstrukcje, ale nie mające za bardzo charakteru. Jeep Wrangler jest zupełnie inny. Ze swoją topornością, niesamowitym silnikiem V6 pod maską to samochód, w którym każda przejażdżka to fajna przygoda, która skutkuje poprawą nastroju. Dlatego jeśli tylko kogoś stać na taką motoryzacyjną ekstrawagancję, to polecam z czystym sumieniem. Nie tylko w teren.

 

Galeria zdjęć:

Dane techniczne:

Silnik Benzynowy Pentastar V6 3.6, 284 KM (6350 rpm), 347 Nm (4300 rpm)
Przeniesienie napędu 5 biegowa skrzynia automatyczna,  4×4 Command-Trac
Spalanie (miasto, trasa, średnie) 15,6 l / 8,8 l / 11,3 l (test: 13,8 l)
Osiągi V-max 180 km/h, 0-100 km/h w 8,1 sekundy
Cena 156 100 zł (bazowa wersja Sport) / 181 700 zł (Sahara z tym silnikiem) / 202 200 zł (egzemplarz testowy)