Na obszarze Patagonii nie brakuje terenów ośnieżonych

Opinia o Top Gear – Patagonia Special. Zwykła wyprawa specjalna z naprawdę niezwykłym zakończeniem

Dwuetapowa podróż przez Patagonię przez pierwszą godzinę i 45 minut była dobrą, klasyczną rozrywką w stylu, do jakiego przyzwyczaiła nas ekipa Top Gear. Ale później sytuacja się zmieniła i pokazała prawdziwą stronę tego typu wypraw. Dla mnie takie „wyjście z kokona” Top Gear było bardzo interesujące.

Od razu uprzedzę – nie zamierzam wystrzegać się spoilerów.

W celu uhonorowania silników V8 trójka prowadzących Top Gear wybrała samochody wyposażone w motory tego typu, aby przebyć liczącą ponad 1600 kilometrów trasę do Ushuaii, na „samym dole” Ameryki Południowej i rozegrać tam mecz piłki nożnej przy użyciu samochodów z lokalnymi mieszkańcami.

Prowadzący Top Gear wybrali Lotusa Esprit, Forda Mustanga i Porsche 928

„I’ve done this properly” – samochody i lokacje

Tym razem samochody, które zostały wybrane były naprawdę fajne. Lotus Esprit, Porsche 928, Ford Mustang – to mi się podoba. Nie są to żadne graty, ani przesadnie udziwnione wozy. Klasyka, na którą bardzo przyjemnie się patrzy. Najbardziej żałowałem, że Porsche zostało oszpecone. Przyzwyczaiłem się już do tych „żarcików” prowadzących, ale tutaj serce mnie trochę zakuło, bo 928 w szarym lakierze wyglądało naprawdę rasowo. Dobrze, że Lotus został nietknięty.

Również scenerie, w jakich przyszło jeździć Jeremyemu, Jamesowi i Richardowi były baaaardzo przyjemne dla oka. Wyprawy ekipy Top Gear już nie można traktować w kategorii stricte programów rozrywkowych, czy motoryzacyjnych. Wybór trasy, ujęcia, ich montaż – to wszystko spokojnie zainteresuje miłośników programów przyrodniczych, czy podróżniczych. I nie można mówić, że „to Patagonia, tam ogólnie jest ładnie i spektakularnie”. Aby uzyskać taki efekt na pewno nie da się pojechać na miejsce, postawić kamerę na kamieniu i niech się nagrywa. Chylę czoło przed kamerzystami BBC.

Widoki w Top Gear: Patagonia Special potrafią zapierać dech

Standardowa wyprawa, wyjątkowe zakończenie

Przejazd przez Patagonię w zdecydowanej większości był „na poziomie Top Gear”. Było sporo żartów, czasami trochę bardziej śmiesznych, czasami mniej. Były też różne „przypadkowe” wydarzenia, które miały na celu urozmaicić podróż i sprawić, że widz przez 2 godziny nie będzie odczuwał monotonii. W mojej opinii była to jedna z lepszych wypraw specjalnych Top Gear. Może nie najlepsza, bo moim zdaniem wyścigu na Biegun Północny długo nie uda się przebić, ale nie mam się za bardzo do czego tu przyczepić.

To, co było w Patagonia Special niezwykłego to zakończenie. Top Gear wybrało się na stosunkowo trudny, sporny teren. Im bliżej Falklandów, tym Brytyjczycy są mniej lubiani przez lokalną społeczność Argentyny. H982 FKL na tablicach rejestracyjnych Porsche Jeremy’ego nie poprawiało sytuacji. Można było spodziewać się pewnych problemów, jednak nie spodziewałem się aż tak ostrego rozwoju wypadków. Ostatnie 20 minut drugiej części wyprawy to walka ekipy Top Gear o wydostanie się z Argentyny. A nie było to wcale łatwe – grupy protestujących ignorując lokalną policję groziły, a później atakowały kamieniami konwój Top Gear.

Ekipa Top Gear musiała skorzystać z pomocy konsultanta od spraw bezpieczeństwa

Prawdziwy świat

To uczyniło ten odcinek Top Gear w moich oczach wyjątkowym. Dlaczego? Bo przez ostatnie lata ten program utracił dla mnie całą swoją spontaniczność. Całość jest obecnie dopracowana do perfekcji….aż za bardzo. Każdy żart, każde ujęcie, każdy niespodziewany zwrot akcji, każdy problem zdaje się być zaplanowany na długo wcześniej. Wiem, że taki urok telewizji, ale są też pewne granice.

Przykładowo zaczyna irytować mnie, że wszystkie awarie samochodów są „magicznie” naprawiane poza kadrem. W Patagonii Mustang Richarda zaliczył naprawdę paskudne uszkodzenie koła. Do jego naprawy potrzebny był albo cud, albo warsztat i części. Na ekranie zobaczyliśmy cud. Znaczący jest też fakt, że prezenterzy nigdy nie mają problemów z paliwem, czy znalezieniem drogi mimo braku korzystania z GPS. Ma być show, ale oczekiwałbym też więzów łączących go z ziemią.

Konwój ekipy Top Gear został zaatakowany

Tymczasem ostatnie 10 minut to pokazanie tego typu wyprawy od prawdziwej strony. Takiej, gdzie w konwoju mamy 4 tony sprzętu, 31 członków ekipy i masę samochodów. Takiej, gdzie zdarzają się prawdziwe problemy, na które można natknąć się podczas tego typu wyprawy i nie ma czarodziejskiej różdżki, która je rowiąże. Takiej, gdzie nie każde ujęcie jest dopracowane do granic możliwości, tylko zdarzają się takie nagrywane na szybko, z ręki, gdzie można naprawdę poczuć się jak członek ekipy filmowej.

Ja właśnie w ostatnich 20 minutach czułem się najbardziej związany z tą wyprawą. Kiedy Jeremy, James i Richard zeszli na ziemię i wraz ze swoją ekipą walczyli o swoje zdrowie i życie. Wiem, że w kolejnych odcinkach wszystko wróci do normy. Ale ja chętnie zobaczyłbym tego typu wyprawy od bardziej ludzkiej strony.

Ekipa Top Gear musiała uciekać z Argentyny

To jest trochę tak jak z Bearem Gryllsem i innym podróżnikiem nagrywającym kiedyś dla Discovery – Lesem Stroudem. Ten pierwszy robi bardziej spektakularne rzeczy, ale nie potrafię się w nie wczuć wiedząc, że obok czeka pewnie 20 osób, w tym 4 lekarzy i 15 członków ekipy, którzy wcale nie są mistrzami przetrwania, więc obok szałasu Gryllsa musi być rozstawiony rozbudowany namiot ekipy, albo w ogóle stoją tam samochody. Les Stroud po prostu miał przetrwać, zbierał liście, rozpalał ogień, wędrował po lasach. Ale przez fakt, że nie było (przynajmniej w jego twierdzeniu – nie mam podstaw, by mu nie wierzyć) z nim nikogo odbiór jego historii był zupełnie inny.

Gdzie obejrzeć?

Odcinek specjalny w Patagonii od czasu do czasu emitowany jest w Polsce na antenie BBC Brit w jakości HD (wraz z innymi, archiwalnymi epizodami Top Gear). Aby na niego trafić polecam monitorować ramówkę tej stacji, która dostępna jest tutaj.