Kamera cofania, 360 stopni w samochodzie - czy warto ją mieć na pokładzie?

Kamera cofania, 360 stopni w samochodzie – czy warto ją mieć na pokładzie?

Do samochodów trafia coraz więcej dodatkowych elementów wyposażenia o których kilkanaście lat temu nawet nam się nie śniło. Niektóre są bardziej przydatne, inne mniej. Dzisiaj powiem parę słów o systemie, który moim zdaniem zdecydowanie można zaliczyć do pierwszego grona. Kamery pokazujące co dzieje się wokół samochodu to prawdziwe błogosławieństwo, co zaraz pokażę na kilku przykładach.

Współczesne auta są coraz bardziej designerskie, a trendy stylistyczne sprawiają, że znacznie ciężej jest wyczuć gdzie ich karoseria się kończy. Producenci, aby rozwiązać ten problem najpierw zaczęli stosować czujniki parkowania o rosnącej precyzji, a ich kolejnym krokiem było wyposażenie samochodów w kamery. Przedstawię teraz kilka samochodów jakimi jeździłem, w których wideo-asystenci parkowania naprawdę działali i pomagali.

1. BMW X5

Duży, ciężki drogowy czołg. W jego przypadku problemem nie była nawet sama widoczność, a gabaryty samochodu. Po prostu manewrując X5 na parkingu, żeby stosunkowo sprawnie z niego wyjechać, trzeba wykorzystywać całą dostępną przestrzeń. Wie to chyba każda osoba, która oglądała dużego SUV’a gramolącego się z miejsca parkingowego.

Kamera 360 stopni w BMW X5

W BMW X5 nie miałem z tym problemu, a wszystko za sprawą systemu kamer 360 stopni i rewelacyjnych jak na BMW przystało czujników parkowania. Obraz z kamer umieszczonych wokół samochodu sprawia, że z niezwykłą precyzją można manewrować niemal wyłącznie patrząc na ekran LCD. Kamery są tak dobrej jakości, że nawet wieczorem obraz jest dostatecznie wyraźny. Po paru dniach spędzonych z tym samochodem miałem o nim kilka przemyśleń. Jedno z nich brzmiało: jeśli kiedyś kupię swoją X5, to zabawę w konfiguratorze zacznę od zaznaczenia „ptaszka” odpowiedzialnego za system kamer 360 stopni.

2. Nissan Qashqai

Nie tylko w klasie premium można spotkać takie luksusy o czym przekonał mnie crossover Nissana. Kamery w nim zamontowane nie są aż tak dobrej jakości jak w BMW, jednak i tak „robią robotę” i wszystko elegancko widać. Manewrowanie tym samochodem to czysta przyjemność, a Qashqai wyróżnia się w jednym elemencie na tle innych producentów.

Kamera skierowana na felgi w Nissanie Qashqai

Chodzi mi o dodatkowe kamery umieszczone w lusterkach bocznych, które pokazują przednie błotniki samochodu. Jest to bardzo przydatne, gdy jesteśmy gdzieś w terenie i bez wychodzenia z samochodu będziemy chcieli ocenić, czy na naszej drodze nie ma małej, ale niebezpiecznej przeszkody. W mieście, przy manewrowaniu na małych przestrzeniach też takie rozwiązanie na pewno nie będzie przeszkadzać.

3. Toyota Hilux

Po tygodniu spędzonym z Hiluxem wiem jedno – nigdy nie kupiłbym pickupa bez kamery cofania. Samochody o tym nadwoziu są chyba najbardziej wymagające jeśli chodzi o manewrowanie. Po pierwsze są ogromne. Po drugie mają bardzo długą przestrzeń bagażową, która przez swój kształt praktycznie uniemożliwia ocenę tego, gdzie tył samochodu się kończy.

Toyota Hilux - tak działa kamera cofania

Z kamerą cofania w Hiluxie nie miałem z tym problemu, bo dokładnie widziałem ile mam jeszcze miejsca do przeszkody za mną. Miałem okazję jeździć innymi pickupami w przeszłości bez jakichkolwiek „wspomagaczy” jeśli chodzi o parkowanie z tyłu. Komfort jest nieporównywalny.

Same zalety?

Trudno jest znaleźć rozwiązanie, które ma same zalety. Podobnie jest w przypadku kamer w samochodach – z nimi też wiążą się pewne wady. Po pierwsze – rozleniwiają one człowieka. Gdy z samochodu z kamerami zaledwie po paru dniach przesiadałem się do auta bez kamer ich brak doskwierał mi. Wyobrażam sobie, że jeśli ktoś np. przez rok będzie manewrował samochodem opierając się głównie o kamery, to przesiadka do „zwykłego” samochodu bez wspomagaczy będzie bolesna.

Mercedes Klasy C (C200) też ma kamerę cofania

Drugim minusem jest bezpieczeństwo. Nie bez kozery producenci informują, aby monitorować otoczenie wokół samochodu przy korzystaniu z kamer – zwłaszcza cofania. Trzeba bowiem pamiętać, że kamery pomagają ocenić dokładnie gdzie samochód się kończy. Ich zasięg widzenia jest ograniczony, przez co patrząc się na ekran i zapominając o tym, aby monitorować dalsze otoczenie w sposób tradycyjny można narazić się na niemiłe przygody.

Niemniej jednak te dwie wady w żaden sposób nie mącą mojej opinii o kamerach cofania oraz systemach 360 stopni. To rewelacyjne udogodnienia, które zwłaszcza w większych samochodach naprawdę ułatwiają życie. Dlatego jeśli ktoś zastanawia się nad kupnem nowego auta, to moim zdaniem te „bajery” powinny znaleźć się na szczycie listy wyposażenia dodatkowego, na które będzie taka osoba zwracała uwagę. Np. tuż obok świateł LED