Samochód uderzył w furgonetkę straży miejskiej w Warszawie

Przeczytałem o wypadku z udziałem straży miejskiej i wcale nie spodobała mi się moja (i nie tylko) reakcja

W Wigilię serwisy informacyjne w stolicy obiegła wiadomość o tym, że samochód marki Ford staranował furgonetkę straży miejskiej, która stała przy drodze z włączonym mobilnym fotoradarem. Moja pierwsza myśli po przeczytaniu tego newsa? „Dobrze im tak”. Patrząc po głosach w komentarzach nie byłem osamotniony w takim podejściu. A później przyszła refleksja, że to wszystko poszło w dramatycznie złym kierunku.

Wypadek miał miejsce w okolicach ulicy Rosoła na warszawskim Ursynowie. W miejscu, którym jeżdżę stosunkowo często i nieraz widziałem tam staż miejską. Przebieg wypadku? Nie wiadomo dokładnie, jednak nie zdziwiłbym się, gdyby fakt stania furgonetki z radarem przyczynił się do jego spowodowania. Droga w tym miejscu jest dwupasmowa, szeroka, jest lekki łuk. Można przycisnąć. I nie mówię tu o jeździe 120 km/h, ale spokojnie do 70 km/h da się rozpędzić bez wrażenia, że ryzykuje się życie swoje i innych.

Ford mógł jechać te 70-80 km/h, zobaczyć straż miejską za łukiem (miejsce dla niej jest tak ustawione, że nie widać przed zakrętem czy akurat na nim stoją, czy nie), zacząć gwałtowanie hamować, wpaść w poślizg, uderzyć w furgonetkę. O sensowności ustawiania elektronicznych fotoradarów nie na skrzyżowaniach, albo tuż przed przejściami dla pieszych nie będę dyskutował – to temat na któryś z przyszłych wpisów.

Teraz chciałem krótko wspomnieć o tym, jak chora sytuacja wytworzyła się w naszym kraju jeśli chodzi o stosunek obywateli do ogólnie pojętego „państwa” i jego przedstawicieli, czyli służb mundurowych. Tak jak wspominałem na wstępie podświadomie ucieszyłem się, że ktoś wjechał w samochód straży miejskiej. Żal mi było kierowcy Forda, bo będzie miał sporo problemów i strat finansowych. Ale nie było tu reakcji, którą mam na wieść o wypadku dwóch „cywilnych” samochodów, gdzie żal jest mi wszystkich uczestników zdarzenia.

W tym wypadku krzywda funkcjonariusza publicznego stała się powodem ogólnej radości komentujących w sieci. Wiem, że Internet pełen jest trolli, albo hejterów, ale pod informacjami o „normalnych” wypadkach nie ma aż tylu głosów krytycznych i takiej „szydery”, jaka była tutaj.

Uszkodzony samochód straży miejskiej w Warszawie

Po początkowej myśli przyszła smutna refleksja – że mam kolejny, namacalny dowód na to, że traktuję służby mundurowe, które nawet z nazwy powinny służyć mnie, obywatelowi pomocą i do których powinienem czuć zaufanie/respekt jako wrogów. I nie jestem w tym zdaniu osamotniony.

I jeszcze bardziej smuci mnie to, że szybko stosunek mój, jak i ogółu społeczeństwa się nie zmieni, bo same służby nie zmienią się z dnia na dzień. To proces, który potrwa latami – stare, nieraz patologiczne jednostki zasiadające na wysokich stołkach będą musiały stracić swoje wpływy, na ich miejsce będą musiały wejść osoby młode, rozsądniejsze. Tylko czy ci „rozsądni” nie stracą tej cechy obcując przez wiele lat i nasiąkając obecną atmosferą, w której policja, albo straż miejska ma nie pomagać, a robić co chce korzystając z bycia praktycznie ponad prawem?

Niedawno Internet obiegło nagranie, gdzie radiowóz zmusił staruszkę przechodzącą przez jezdnię do ucieczki. Policjantka poniosła konsekwencje tylko dlatego, że ktoś nagrał jej wyczyn. Pozostaje pytanie: kto ją wcześniej zatrudnił? Kto stwierdził, że „ta kobieta nadaje się do służby w policji”? Czy ta osoba poniesie konsekwencje? Czy raczej nikt jej nic nie zrobi i w ciągu najbliższych 6 miesięcy zaakceptuje dołączenie do policji kolejnych dziesięciu funkcjonariuszy-psychopatów?

Nie można tu oczywiście generalizować, bo na pewno w szeregach policji, czy straży miejskiej znajdują się osoby pełne pasji, które śmiało można pokazywać w telewizji jako wzór funkcjonariusza. Niestety w telewizji bardziej opłaca się pokazywać patologiczne przypadki. A jak pokazują ostatnie miesiące i lata z tym nie ma najmniejszego problemu…

Użyte w tekście zdjęcia zostały wykonane przez Artura Węgrzynowicza / tvnwarszawa.pl