Krzysztof Hołowczyc stracił prawo jazdy na 3 miesiące

Krzysztof Hołowczyc stracił prawo jazdy na 3 miesiące

O Krzysztofie Hołowczycu po raz drugi w ostatnich kilku latach jest głośno z powodu jego problemów z drogówką. Tym razem „Hołek” przekroczył prędkość w terenie zabudowanym 63 km/h, co skutkowało zabraniem przez policję jego prawa jazdy. Jak tłumaczył się rajdowiec?

Do sytuacji doszło w na terenie gminy Nowa Ruda na Dolnym Śląsku. Hołowczyc został zatrzymany przez nieoznakowany radiowóz, który zmierzył kierowcy rajdowemu prędkość 113 km/h, podczas gdy w danym miejscu jechać mógł jedynie 50 km/h. Zgodnie z przepisami za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym grozi utrata prawa jazdy na trzy miesiące – i tak w tym przypadku się stało.  Sam „Hołek” tłumaczył się na Facebooku:

Jak pewnie wiecie już z mediów wczoraj straciłem prawo jazdy na 3 miesiące. Sytuacja w zasadzie banalna. Jedziemy sobie…

Opublikowany przez Krzysztof Hołowczyc na 2 marca 2018

Nie jestem wielkim fanem policyjnych wideorejestratorów, bo zgadzam się, że nie jest to przesadnie precyzyjny sposób pomiaru prędkości innego, jadącego samochodu – zwłaszcza znacząco oddalonego. Uważam jednak, że tłumaczenia Hołowczyca nie są do końca na miejscu, ponieważ prędkości w terenie zabudowanym o 63 km/h „przez przypadek” ciężko jest przekroczyć.

Niezauważony znak drogowy, radiowóz na niedopompowanych oponach dojeżdżający do zatrzymanego podczas pomiaru, który jechał relaksowo. Mnie to nie przekonuje, bo znaki oznaczające wjazd do terenu zabudowanego są naprawdę dobrze widoczne z oddali i łatwo można odpuścić manewr wyprzedzania do momentu, w którym ma się pewność czym jest biały prostokąt znajdujący się przed nami.

Ale nawet zakładając, że Hołowczyc znaku nie zobaczył, to wciąż pewnie widział zwiększenie ilości budynków. Są obszary zabudowane z „trzema domami na krzyż”, ale nawet wtedy dla świętego spokoju można zwolnić do tych 70 km/h – gdy nie ma się pewności. Wtedy nawet jak w radiowozie są niedopompowane opony, to pomiar wyniesie 85 km/h, a nie 113 km/h.

Tym bardziej, że to nie pierwsza taka przygoda Hołowczyca. W 2013 roku jechał on w prędkością większą od dozwolonej o 114 km/h – tyle wykazał wideorejestrator. Później okazało się, że kierowca przekroczył prędkość o „jedynie” 71 km/h, co też oznacza jakieś 160 km/h. Wtedy też Hołowczyc nie przyjął mandatu i wskazywał nieprawidłowości, starając pokazać, że jest ofiarą, a nie winnym.