Nowe oznaczenia modeli Audi, czyli przygotowanie pod auta elektryczne

Nowe oznaczenia modeli Audi, czyli przygotowanie pod auta elektryczne

Audi wprowadza największą zmianę w oznaczeniach swoich modeli od dawna. Poprzedni tak znaczący ruch miał miejsce w na początku lat 90-tych, kiedy wprowadzono spójne nazewnictwo modeli oparte o użycie litery (głównie „A”) i następującej po niej cyfry. Ja się temu nie dziwię, bo przy obecnie zachodzących zmianach w motoryzacji nie miało innego wyjścia.

W przeszłości w kwestii nazewnictwa modeli w klasie premium zasada była prosta – montujemy pod maską duże silniki i się tym chwalimy. Dlatego np. niemiecka „wielka trójka” eksponowała pojemność jednostek napędowych, które znajdowały się pod maską.

Czasy się jednak zmieniły, konieczność spełniania coraz ostrzejszych norm emisji spalin EURO wiąże się z tym, że duże silniki muszą ustąpić miejsca mniejszym konstrukcjom. Tworzy to problemy dla wspomnianych wyżej producentów z klasy premium, ponieważ znajdują się oni pomiędzy przysłowiowym młotem, a kowadłem. Z jednej strony klienci – zwłaszcza Ci pamiętający „stare czasy” kręcą nosem na downsizing, z drugiej jest on konieczny. Skutkuje to zmianą znaczenia starych oznaczeń. Np. kiedyś BMW 528i komunikowało, że pod maską znajduje się silnik benzynowy o pojemności 2,8 litra. Obecnie jest tam zwykły dwulitrowiec, a „28” nie identyfikuje już pojemności, a fakt, że mamy tu więcej koni, niż w wersji np. 520i – co może być mylące. Tak samo jest w Mercedesie, gdzie C200 wcale nie oznacza obecności dwulitrowej jednostki napędowej pod maską, tylko 1.6 o większej mocy, niż np. C180.

Audi 55 TFSI

Nazewnictwo w Audi

Audi szło trochę inną drogą, ponieważ sam model zawsze nazywał się tak samo – o ile nie decydowaliśmy się na topową odmianę i wtedy w przypadku linii „A” zmieniało się na „S” (np. A4 -> S4). Pojemność silnika była oznaczana jednoznacznie np. 3.0 TDI i nie było mowy o żadnych niejasnościach, czy downsizingu wprowadzanym „po cichu”, bez zmieniania oznaczenia modeli. Jak silnik kiedyś miał 3 litry, a teraz ma 2, to ta dwójka w oznaczeniu będzie nieruszalna.

Jest to uczciwe w stosunku do klientów, ale indukuje pewien problem, związany z wprowadzeniem do sprzedaży modeli z silnikami elektrycznymi. Dwulitrowa benzyna, wspierana przez silniki elektryczne będzie mocniejsza, niż gdyby „elektryków” nie było. Takie wersje klientom jakoś komunikować trzeba, a pisanie „2.0 TFSI + 0.5E” byłoby dosyć pokraczne. Dlatego Audi zdecydowało się, że oznaczenia pojemności silników zupełnie znikną, a ich miejsce zajmą cyfry oznaczające wydajność danego układu napędowego.

Dostępnych będzie kilka przedziałów. Dla przykładu jak model oznaczony będzie „30”, to jego moc zawierać się będzie w przedziale od 81 do 96 kW. „45” na tylnej klapie oznaczać będzie moc od 169 do 185 kW. Na szczycie znajdować się będą modele oznaczone liczbą „70”, których moc przekraczać będzie 400 kW. O tym jaki rodzaj napędu znajduje się pod maską będą informowały tradycyjne oznaczenia, czyli: TFSI, TDI, g-tron i e-tron.

Audi 50 TDI

Z jednej strony trochę szkoda, bo np. 4.2 TDI w Audi wyglądało dumnie i od razu pokazywało, że nie jest to zwykła odmiana danego modelu. Z drugiej zgadzam się, że Audi nie miało wyjścia. O ile Mercedes czy BMW mogą pozwolić sobie na żonglowanie oznaczeniami, to tak konkretne wskazywanie pojemności silnika nie miałoby sensu w świecie, w którym coraz więcej będzie hybryd i aut elektrycznych.  Tak to wszyscy się przyzwyczają, a koncern z Ingolstadt będzie przygotowany na zmiany, które następują w motoryzacji.

Nowe oznaczenia będą obowiązywały we wszystkich nowo wprowadzanych na rynek modelach. Samochody obecnie dostępne w sprzedaży będą miały tradycyjne oznaczenia aż do momentu nadejścia nowego roku modelowego – co nastąpi latem 2018 roku. Zatem jeśli ktoś będzie chciał polansować się litrażem silnika umieszczonym fabrycznie na tylnej klapie jego nowego Audi, ma jeszcze tylko kilka miesięcy aby złożyć zamówienie :)