Ograniczenia prędkości w samochodach - czemu istnieje limit 250 km/h?

Ograniczenia prędkości w samochodach – czemu istnieje limit 250 km/h?

Prędkość maksymalna w samochodach zależy od wielu czynników – niekiedy są one „naturalne”, a niekiedy nie. Jednym ze sztucznych ograniczeń jest 250 km/h, które bardzo często występuje w autach, które spokojnie rozwinęłyby większą prędkość. Ostatnio zastanowiłem się czemu tak się dzieje.

Wspominając o naturalnych czynnikach oczywiście miałem na myśli fakt, że gdy pod maską pracuje np. silnik o mocy 95 koni mechanicznych, to nie ma szans, aby rozpędził on samochód do 250 km/h. Chyba, że auto z taką jednostką pod maską zapakujemy na pokład samolotu i zrzucimy z wysokości kilku kilometrów – wtedy jest taka możliwość, ale ponieważ takie rzeczy nie dzieją się zbyt często, to nie będziemy się nad tą opcją bardziej pochylać.

Przeciętne samochody mają prędkość maksymalną ustaloną w okolicach 170-200 km/h. Tam ograniczeniem jest po prostu moc ich silnika, aerodynamika nadwozia. W sumie nie jest to problem, bo i tak rzadko kiedy ich maksymalną prędkość da się wykorzystać. W Polsce ograniczenia prędkości na autostradzie to 140 km/h i pomimo tego, że np. na A2 wielu kierowców podchodzi do nich w sposób mocno luźny, to wciąż przekroczenia prędkości są zazwyczaj o 20, a nie o 60 km/h. Rzadko ktoś na autostradzie jeszcze szybciej, niż 200 km/h.

DK58 Mazury

Szybkie samochody i ograniczenia prędkości

Przepisy prawa obowiązują wszystkie auta, bez względu na to jaki silnik pracuje pod maską. Jednak prawa fizyki również, dlatego kupując jakieś BMW czy Audi, gdzie pod maską siedzi mocny silnik generujący np. 320 KM, możemy spokojnie zakładać, że pojedzie on maksymalnie powyżej 250 kilometrów na godzinę. Tymczasem wcale tak nie jest – dlaczego?

Zastanawiałem się ostatnio nad tym i pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy były ograniczenia techniczne „okołosilnikowych” komponentów. Tzn. producenci co prawda montują pod maską jednostki napędowe, które pozwalają osiągać ogromne prędkości, ale reszta podzespołów może za nimi nie nadążać. To finalnie skutkuje zwiększonym ryzykiem, że coś pójdzie nie tak, gdy samochód jedzie bardzo szybko – a usterka przy dużej prędkości oznacza zazwyczaj równie duże kłopoty. Ustawienie „kagańca” na 250 km/h pozwala projektować samochody tak, aby wytrzymały one określoną prędkość jazdy – przy stosowaniu takich samych części dla różnych modeli ma to uzasadnienie ekonomiczne.

Później jednak przyszła mi do głowy kolejna myśl – a może producenci chcieli ograniczyć niepotrzebną walkę pomiędzy sobą? Bo w sumie na co komu jest potrzebna duża prędkość maksymalna? Jeśli kupując Mercedesa A45 AMG nie wyjedziemy nim nigdy na tor i nie chcemy łamać przepisów, to wystarczyłaby w nim prędkość maksymalna na poziomie 150 km/h.

Węzeł Konotopa - A2

Jednocześnie ludzie lubią cyferki. Im czegoś jest więcej, tym jest to postrzegane jako lepsze. Aparat z większą ilością megapikseli u osoby, która nie jest zainteresowana mocno fotografią będzie lepszy, niż ten z mniejszą – pomimo, że w rzeczywistości wcale nie jest to takie oczywiste. Dlatego kupując drogie auto wiele osób wybierze to, które w podobnej cenie pojechałoby 275 km/h zamiast 245 km/h.

Takie walki na cyferki byłyby dla producentów niezbyt korzystne, bo musieliby oni wydawać pieniądze na rywalizację z konkurencją w obszarze, który nie ma żadnego przełożenia na codzienne użytkowanie samochodu. Dlatego ustawienie standardowego, dosyć „bezpiecznego” ograniczenia na wartości 250 km/h pozwala wyeliminować tego typu konfrontacje na prędkości maksymalne, przy zerowej stracie dla klientów.

Ciężko powiedzieć co w rzeczywistości stało za wprowadzeniem elektronicznego „kagańca”. Producenci (wiadomo o Audi i Mercedesie) co prawda w latach 80-tych podpisali umowę o tym, że ich auta będą miały ograniczniki prędkości, ale jaka była ich prawdziwa motywacja? Ta wiedza spoczywa pewnie zakopana gdzieś głęboko w archiwach koncernów motoryzacyjnych, gdzieś na zachodzie Europy.

  • pzwolski

    Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Kaganiec jest po to, aby za dodatkową opłatą go zdjąć.