Top Gear sezon 23 odcinek 2 - wciąż można znaleźć sporo zastrzeżeń, ale widać tu też pewien postęp

Top Gear sezon 23 odcinek 2 – wciąż można znaleźć sporo zastrzeżeń, ale widać tu też pewien postęp

Sezon 23 Top Gear, pomimo niezbyt ciepłego przyjęcia jego debiutanckiego odcinka, trwa dalej. Obejrzałem S23E02 i muszę przyznać, że w odbiorze jest on znacznie przyjemniejszy, niż odcinek pierwszy. Dzieje się tak z kilku powodów.

1. Oczekiwania

Początek pierwszego sezonu Top Gear bez Jeremy’ego Clarksona po prostu nie mógł się udać. Oczekiwania widzów były ustawione bardzo wysoko i chyba żadna osoba na świecie, poza starą trójką prowadzących, by im nie sprostała. Chris Evans i (w mniejszym stopniu) Matt LeBlanc też tutaj nie pomogli, prowadząc program w sposób naprawdę słaby, w wielu momentach żenujący.

McLaren 675LT F1

Tym razem chyba nikt nie oczekiwał już po nowym Top Gear zbyt wiele. Przynajmniej ja podchodziłem do niego z nastawieniem „żeby dało się go obejrzeć do końca”. Przy okazji pierwszego odcinka też starałem się tak myśleć, ale jednak magia marki Top Gear sprawiła, że w głębi serca oczekiwałem jednak czegoś chociaż zbliżonego do tego, co otrzymywałem przez ostatnie kilkanaście lat.

Tak nisko ustawiona poprzeczka sprawiła, że zostałem miło zaskoczony, bo obiektywnie patrząc odcinek 2 był znacznie ciekawszy niż rozpoczęcie sezonu emitowane na BBC Brit tydzień przed nim.

Top Gear - lista czasów

2. Mniej żenujące studio

Twórcy wzięli sobie zapewne do serca falę krytyki za segmenty w studiu, która spadła na nich po emisji pierwszej odcinka. W Top Gear S23E02 było pod tym względem wyraźnie lepiej. Tzn. wciąż nie znalazłem tutaj jakiś naprawdę rewelacyjnych momentów, które zapadają w pamięć na długi czas, ale przynajmniej nie było aż tak żenująco.

Zwłaszcza Chris Evans trochę się uspokoił, przez co nie był tak wkurzający jak wcześniej. Matt LeBlanc trzymał swój przyzwoity poziom, czyli nie zachwycał, ale też nie przeszkadzał.

Top Gear - wyzwanie SUV

3. Nie tak głupie wyzwanie

Challenge z premierowego odcinka był naprawdę dramatyczny, pozbawiony jakiegokolwiek sensu i nudny. Wyprawa luksusowymi SUV’ami (Jaguar F-Pace, Porsche Macan i Mercedes GLC) w Ameryce Południowej z odcinka numer 2 była znacznie bardziej zjadliwa. Moim zdaniem dużo dało tutaj dołączenie gwiazd i Eddie Jordana, przez co w całym materiale było trochę więcej życia i indywidualnego charakteru.

Nie miałem wrażenia, że Evans i LeBlanc zostali postawieni przed kamerą i powiedziano im „dobra, w starym Top Gear były tego typu materiały, teraz zróbcie swój w tym samym stylu”.

Top Gear S23 - wywiad

Nie wszystko na plus

Wciąż w nowym Top Gear można doszukać się wielu rzeczy wymagających poprawy. Segment z gwiazdą w samochodzie rallycross’owym jest moim zdaniem strasznie nudny, a głosowanie na lepsze auto powinno wylecieć w trybie natychmiastowym. W dalszym ciągu mało jest żartów, które mogłyby wywołać inny śmiech, poza tym wymuszonym na widowni. Nadal uważam też, że przy obecnej dwójce głównych prowadzących obecna formuła, czyli powielanie sposobu odnoszenia się do siebie starych prowadzących wypada sztucznie.

Ale liczę, że z biegiem tygodni, a na pewno w sezonie 24 producenci wprowadzą zmiany, dzięki którym jakość programu się podniesie. Bazę mają świetną, bo ujęcia i montaż stoją na najwyższym, światowym poziomie. Teraz wystarczy stworzyć formułę dopasowaną do obecnych prowadzących i z nowego Top Gear może wyjść w przyszłości coś przyzwoitego i co najważniejsze innego, niż stary program.

Top Gear S23 - intro

Naprawdę nie ma sensu kopiować Clarksona, Hammonda i Maya, bo z The Grand Tour i tak nie wygrają, a miejsce na 2 dobre programy motoryzacyjne na pewno u fanów motoryzacji się znajdzie.