Test Ferrari 488 GTB i James May - wideo pokazuje, że sami prowadzący bez zaplecza to nie wszystko

Test Ferrari 488 GTB i James May – wideo pokazuje, że sami prowadzący bez zaplecza to nie wszystko

Jeremy Clarkson, James May i Richard Hammond – dla nich przygoda z Top Gear albo się zakończyła, albo wkrótce tak się stanie. Jednak prowadzący Ci są wciąż niezwykle uznanymi dziennikarzami motoryzacyjnymi, dlatego dostęp do super samochodów mają zapewniony. James May przykładowo był ostatnio na premierze Ferrari 488 GTB. I jego test wideo uświadomił mi, że jednak same osobowości prowadzących nie wystarczą, aby odnieść oczekiwany przez wszystkich sukces w nowym programie motoryzacyjnym…

Na początek zapraszam do obejrzenia materiału wideo, przedstawiającego test Ferrari 488 GTB:

Dotychczas myślałem, że wszystko co zrobią byli prowadzący Top Gear po ich rozstaniu z programem będę oglądał z wypiekami na twarzy. W przypadku powyższego testu tak jednak nie było. Wszystko za sprawą poziomu technicznego, który był naprawdę fatalny. Nie czepiam się nawet ujęć, bo te wcale nie są złe – większym problemem była sama jakość materiału. Czerwone fabrycznie Ferrari było tu bardziej różowe, kontrast był skopany, bo w ciemniejszych partiach obrazu nie widać było praktycznie nic, a te jasne (np. niebo) wyglądały nienaturalnie ciemno.

Sam test nie miał też w sobie tego, co bardzo lubiłem w materiałach James’a w Top Gear – tak silnie zaakcentowanego scenariusza, pewnej tezy, która później była w materiale weryfikowana. Generalnie gdyby nie to, że był tam James May nawet na ten test nie zwróciłbym uwagi. A nawet mimo obecności James’a Maya nie było to po prostu nic fascynującego.

Bok Ferrari 488 GTB

Dzięki temu wideo uświadomiłem sobie mocniej, że aby tworzyć program motoryzacyjny na poziomie Top Gear nie wystarczy mieć chęci i znanych prowadzących. Potrzebne jest całe potężne zaplecze. Przede wszystkim techniczne – z dobrym sprzętem, utalentowanymi montażystami. Również cała logistyka, układanie scenariuszy – do tego trzeba solidnie przysiąść.

Dlatego mam nadzieję, że trio byłych prezenterów Top Gear wybierze sobie dobrą stację telewizyjną, która nie będzie szczędzić pieniędzy na ich nowy program. Może nawet uda się podkupić parę osób ze starego teamu z BBC. Bo charyzmatyczni prowadzący to bardzo ważny, ale wciąż tylko trybik w maszynie produkującej najlepszy program motoryzacyjny na świecie.